Kraków9°CPrzelotny deszcz

Za wiaduktem kolejowym, na nasypie przy ulicy Prądnickiej, stoi dziś skromny pomnik. Upamiętnia ludzi, których nazwisk nikt nigdy nie ustalił. 29 października 1943 roku wczesnym popołudniem funkcjonariusze niemieckiej policji porządkowej rozstrzelali tam dziesięciu polskich zakładników przywiezionych z więzienia przy ul. Montelupich.

Odwet za śmierć volksdeutscha

Bezpośrednim powodem egzekucji była śmierć volksdeutscha nazwiskiem Kostka, zastrzelonego dzień wcześniej przez nieznanych sprawców. Niemiecka zasada odwetu była wówczas prosta i okrutna: za każdego zabitego Niemca przed plutonem egzekucyjnym stawało dziesięciu zakładników. Ofiary przywieziono z Montelupich, rozstrzelano na uboczu, a ciała wywieziono ciężarówką w nieznanym kierunku. Do dziś nie wiadomo, kim byli.

Egzekucja przy Prądnickiej była częścią szerszej fali terroru. Dziewięć dni wcześniej, 20 października 1943 roku, przy Młynówce Królewskiej rozstrzelano dwudziestu Polaków — odwet za śmierć urzędnika Arbeitsamtu nazwiskiem Wierzchosławski. Łącznie na terenie Krowodrzy zginęło wtedy trzydziestu zakładników.

Afisze śmierci na murach miasta

Wszystko to działo się po dekrecie Hansa Franka z 2 października 1943 roku „o zwalczaniu zamachów na niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie”. Na jego podstawie sądy specjalne skazywały na śmierć członków podziemia, handlarzy żywnością i ludzi ukrywających Żydów. Nazwiska skazanych trafiały na rozklejane w miastach „afisze śmierci”.

Egzekucje publiczne urządzano tak, by widziało je jak najwięcej osób: na czas wyroku zamykano całe ulice, a ciała wystawiano na widok publiczny. Mimo to opór nie osłabł. Dziś w rocznicę przy pomniku na Prądnickiej i przy Młynówce Królewskiej radni Dzielnicy V Krowodrza oraz przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej składają kwiaty.

Źródło: Państwowa Inspekcja Sanitarna (PSSE Kraków)

UdostępnijFacebookXLinkedInWhatsApp

Komentarze